Strony

wtorek, 28 czerwca 2016

Drużyna Piłkarska Book Tag #Córka Zeusa

Witam was w Tagu, którego nazwę macie w tytule, czyli Drużyna Piłkarska Tag! Podłapałam pomysł od Wiolety z bloga Zapoczytalna, a wpasował mi się on do aktualnych wydarzeń, czyli Euro 2016! Nie mogę się nazwać Największą Na Świecie Fanką Piłki Nożnej, aczkolwiek oglądałam każdy mecz, w którym grała Polska i powiem wam... Jestem z siebie dumna! I z naszej drużyny, oczywiście też!
Przechodząc do Tagu, najpierw wyjaśnię zasady:
Wybieramy 15 postaci męskich - z książek oczywiście - i dopasowujemy - drogą losową - do naszej drużyny piłkarskiej. Może być ciekawie! Także oto moi mężczyźni:

1. Minho z "Więźnia Labiryntu"
2. Dorian ze "Szklanego Tronu"
3. Chaol ze "Szklanego Tronu"
4.  Logan z "After"
5. Hardin z "After"
6. Ron z "Harry'ego Pottera"
7. Harry z "Harry'ego Pottera"
8. Edward ze "Zmierzchu"
9. Jace z "Darów Anioła"
10. Alec z "Darów Anioła"
11. Frodo z "Władcy Pierścieni"
12. Sam z "Władcy Pierścieni"
13. Carter z "Kronik Rodu Kane"
14. Anubis z "Kronik Rodu Kane
15. Percy z "Percy'ego Jacksona"


************************************

1. BRAMKARZ

Dorian

Dorian jako książę i to ze swoim charakterkiem, nie wiem, czy chętnie stanąłby na tej pozycji. Ale może chciałby się trochę popisać przed Celaeną i pewnie nie chętnie oddałby przeciwnikowi gola.

2, 3. BOCZNY PRAWY I LEWY OBROŃCA

Alec i Carter

Alec na pewno jest wysportowany walcząc z demonami i dzielnie broniłby bramki. Carter... W sumie nie wiem, ale wiedząc ile przeszedł w Egipcie, zapewne jego aktywność fizyczna nie jest najgorsza. Tylko nie wiem, czy Alec dogadałby się z Carterem... Cóż, i tak będą po dwóch różnych stronach boiska...

4, 5. ŚRODKOWY OBROŃCA I I II

Hardin i Chaol

Hardin celowo nie będzie się starał, żeby pokazać swoją buntowniczość,albo oboje będą chcieli popisać się przed dziewczynami. Chaol przed Celaeną, a Hardin przed Tessą.

6, 7. BOCZNY PRAWY I LEWY POMOCNIK

Anubis i Percy

Percy będzie się starał, przecież to taki fajny chłopak. Po nim spodziewam się wiele, ale Anubis... Nic nie było napisane, jak to z jego sprawnością, ale w końcu to bóg! 

8. ŚRODKOWY POMOCNIK

Ron

Uważam, że co do tego nie muszę się obawiać. Grał w Quiddichta i będzie się chciał pokazać... 

9, 10. BOCZNY PRAWY I LEWY NAPASTNIK

Sam i Harry

Tak jak wcześniej, wiem, że Harry sobie poradzi, ale nie spodziewam się, że biedny, mały hobbit da radę... :(

11. ŚRODKOWY NAPASTNIK I KAPITAN DRUŻYNY

Edward

Nie wiem, jeśli chodzi o napastnika, ale z kapitana drużyny, pewnie będzie dumny. Wolałabym chyba kogoś innego do tej roli :/

REZERWOWI

Czyli postacie, które nie zostały wylosowane:

Minho - on by się akurat nadał, zamiast Edwarda. Specjalnie go wybrałam z nadzieją, że  przypadkiem wylosuję go jedenastego, ale... :(

Logan - on chybaby się ucieszył, że zamiast grać, może siedzieć poczytać i pouczyć się z Tessą

Frodo - jemu w przeciwieństwie do Sama się poszczęściło :) może posiedzieć w chatce i jeść

Jace - jego też żałuję, że nie wylosowałam... Również lepiej sprawdziłby się w roli Edwarda...

************************************

Także to na tyle tego Tagu. Mam nadzieję, że wam się spodobało. Uważam, że jest naprawdę ciekawy! Jeśli macie jakieś pomysły na Tagi to możecie napisać w komentarzu! Miłego wieczoru i abyśmy zaszli na Euro jak najdalej!




niedziela, 26 czerwca 2016

"Atramentowe Serce" Cornelia Funke #Córka Zeusa

„Strach wszystko zabija – powiedział jej kiedyś Mo – rozum, serce, a zwłaszcza fantazję.”

Zawsze marzyłam, aby w moim domu było mnóstwo książek, żeby stały wszędzie stosami. Tu jakaś otwarta na blacie, tam stosik, którego nie zauważysz i zapełniona biblioteczka. Tak właśnie wygląda dom Meggie, dwunastoletniej bohaterki Atramentowego Serca

„Książki to jedyne miejsce, gdzie istnieje współczucie, pociecha, szczęście… i miłość. Książki kochają każdego, kto je otwiera, dając mu poczucie bezpieczeństwa i przyjaźń, niczego w zamian nie żądając. Książki nigdy nie odchodzą, nawet wtedy, gdy się je źle traktuje.”

Tytuł oryginału: Tintenherz
Seria: Atramentowa Trylogia
Tom: 1
Przekład: Jan Koźbiał
Wydawnictwo: Egmont
                                                              Ilość stron: 498         
Ojciec Meggie, Mo, jest introligatorem, który kocha książki, co przekazał córce, jednak nigdy nie czytał dziewczynce na głos. Pewnego dnia odwiedza ich mężczyzna, którego Meggie od samego początku nie darzyła sympatią, może to była po części wina jego imienia... Nazywał się Smolipaluch. Po nieoczekiwanej wizycie muszą się przeprowadzić do ciotki Elinor. W tym czasie Meggie i Elinor dowiadują się od Mo i Smolipalucha o niezwykłych umiejętnościach ojca i tłumaczą, dlaczego nazwany jest Czarodziejskim Językiem. Czytając, potrafi bowiem wywołać z książki postacie. Z tego powodu, dziewięć lat temu, czytając Meggie Atramentowe Serce powołał do życia owego Smolipalucha, ale i złe postacie – Capricorna i jego podwładnych, znanych jako Czarne Kurtki. Mężczyzna pragnie więcej ludzi i bogactwa, więc jego ludzie porywają Mo do Wioski Capricorna. Meggie i Elinor wyruszają na poszukiwanie go. Mo przywołuje mordercy pieniądze, ale też Farida, chłopca z Księgi Dżungli. Z więzienia, w którym zamknął ich Capricorn, na pomoc przybywa Smolipaluch i wraz z Mo, Faridem, Elinor i Meggie idą na poszukiwanie autora Atramentowego Serca, Fenoglia. Kiedy im się to udaje, Smolipaluch przypadkiem dowiaduje się o swojej smutnej przyszłości. Jednak, gdy Meggie i Fenoglio zostają pojmani, dziewczynka dowiaduje się, że przejęła po ojcu, niezwykły dar. Capricorn już wie, kto zamiast Mo może przywołać najstraszniejszego pomocnika – Cienia.

Pierwsze o czym chciałam wspomnieć, co mnie naprawdę zachwyciło, to miłość bohaterów do książek. Dzieła znane i wymyślone, co chwile przewijają się przez kartki powieści. Piętrzą się stosami, ale niestety są też niszczone przez złych ludzi, ale widać, że pani Funke jest zaznajomiona z lekturami, które opisuje, że nie daje przypadkowych, ciekawych  cytatów, ale zna te książki. Co do cytatów, to na początku każdego rozdziału mamy jakieś przytoczone słowa, które odnoszą się do akcji, która ma się wydarzyć w danym momencie.
Wielkim plusem tej książki jest również to, jak została ona wydana. Moim zdaniem ma śliczną okładkę, ale również piękne zdobienia we wnętrzu, przy początku rozdziałów i na końcu. Niesamowite smoki przy kolejnych numerkach i ciekawe, małe obrazki, które nie dodają dziecinady, ale nadają powieści klimat. Wydawnictwo Egmont naprawdę się postarało przy tworzeniu tej książki.
Postacie są całkiem realistyczne, ponieważ mają swoje zalety i wady. Jak na przykład Smolipaluch, którego naprawdę nie lubię, przez jego egoizm i zdradzieckość, ma jednak w sobie coś dobrego. Albo zarozumiała, zrzędząca, Elinor, która zdobyła akurat moją sympatię, na końcu okazuje się naprawdę kochana i troskliwa. Postaciom warto się bliżej przyjrzeć, gdyż da się zauważyć pozytywne i negatywne cechy.
Akcja szła całkiem szybko, gdyż w każdym rozdziale działo się coś nowego, jednak czytało mi się tą książkę trochę długo. Wciągałam się, ale nie czułam... Czegoś wyjątkowo-wyjątkowego, przez co nie umiałabym jej odłożyć.

7/10


W końcu nasz świat nie ma cierpliwości, ani zrozumienia dla ludzi, którzy są inni, a co dopiero mówić o istotach koloru niebieskiego i potrafiących latać!

niedziela, 19 czerwca 2016

"After. Płomień pod moją skórą" Anna Todd #Córka Zeusa

"After” był początkowo fanfickiem o One Direction, pisanym na stronie internetowej Wattpad. Książka mnie nie zachęcała, ale obiecałam ją przeczytać. Jakie są moje wrażenia?


 Tytuł oryginału: After
Seria: After
Tom: 1
Przekład: Agnieszka Myśliwy
Wydawnictwo: Między Słowami
Ilość stron: 634

Tessa trafia do akademika. Początkowo jest zadowolona. Dostała się do dobrej szkoły, jest mądra, ma kochającego chłopaka i matkę, z którą ma dobry kontakt. Niestety, sielanka się kończy, gdy wchodzi do nowego pokoju. Jej współlokatorką zostaje Steph, całkowite przeciwieństwo Tessy. Ma kolorowe włosy, krótkie sukienki, ostry makijaż i praktycznie nie wraca na noc po imprezach. Jednak później jest coraz gorzej... albo... lepiej. Bohaterka poznaje perwersyjnego Hardina, który wręcz jej nienawidzi. Po pewnym czasie zaczyna ją absorbować, pociągać ten wulgarny chłopak.

Książka powiela bardzo dużo schematów. Tessa jest typową kujonką, która jedyne, co to uczy się i płacze na komediach romantycznych, a on jest Bad boyem, złym, wulgarnym.
Nie podoba mi się też, jak pokazany jest cudowny związek Hardina i Tessy. Ciągłe kłótnie, chłopak bez przerwy ją ranił, a potem ją przepraszał, a ona mu wybaczała i trafiali do łóżka. Zniosłabym to raz, dwa razy, trzy, ale nie przez 634 strony! Wszystko było irytująco przewidywalne.
Przepraszam, ale o akcji nie umiem nic powiedzieć, przez schematyczność i prostotę fabuły. Wiedziałam, że jeśli teraz jest sielanka, to już za moment Hardin ją zrani, albo Tessa będzie zazdrosna, przez co on na nią nawrzeszczy, ale popsuje wszystko, co znajduje się wokół niego. A jeśli znajdujemy się w tym drugim właśnie stadium to za chwilę wszystko będzie w porządku.
Co do  bohaterów to lubię Steph – Ekhem, której nie było przez 2/3 książki – i nie jest zła sama Tessa, choć jest – moim zdaniem – bardzo naiwna. Niektórych denerwuje, że ciągle płacze, i przyznam, że z początku też mnie to irytowało, ale przyjaciółka uświadomiła mi, że... kurcze... Co ja bym zrobiła, gdybym była z takim chłopakiem? Ale i tak sądzę, że za szybko na wszystko pozwalała i wybaczała mu. W porządku był również Landon, ale od osób, które czytały – wśród moich znajomych – wszyscy go lubią.  Hardina nienawidzę, i chociaż wszyscy wmawiali mi, że go polubię pod koniec, że choć jest wulgarny i ciągle rani Tessę, to jeśli kocha to kocha naprawdę... Że jest ideałem chłopaka...Przepraszam, ale nie zauważyłam tego. Może miałam zły egzemplarz książki? Moim zdaniem Hardin był egoistyczny, arogancki, chamski... Egh, brak mi słów. Nie cierpię go, a przeczytałam After. Płomień pod moją skórą do końca.
Jedną zaletę jednak jej przypiszę. Nawet jeśli miałam chwilową przerwę od tej książki i naprawdę mi się nie podobała to czyta się ją całkiem szybko, mimo tych ponad sześciuset stron. I nim się obejrzałam byłam w połowie powieści.

3/10
Za Steph i Landona oraz za to, że się szybko czyta.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

"Joyland" Stephen King #Córka Zeusa

Uhm, ale oto dobra wiadomość: w każdym tyranie siedzi tchórz. Nawet niezbyt głęboko
ukryty.
Zrobiłam sobie krótką weekendową przerwę od „After”, który nie wciąga mnie za bardzo – mam nadzieję, że jeszcze się rozkręci. Zabrałam się za to za Kinga. Jest to moja druga książka tego autora po „Carrie”, która nie trafiła do moich ulubionych książek, ale podobała mi się
 Tytuł oryginału: Joyland
Seria: -
Tom: -
Przekład: [przepraszam, nie pamiętam, a książkę już oddałam!]
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 336

„Nie mogę pojąć, dlaczego ludzie posługują się religią, żeby krzywdzić się nawzajem, kiedy i bez tego na świecie jest tyle bólu”

Dwudziestoletni Devin Jones zatrudnia się na okres letni w lunaparku – Joylandzie. Próbuje zapomnieć o zerwaniu z dziewczyną. Praca zaczyna mu się podobać, nawet paradowanie w przebraniu wielkiego psa, który ma rozśmieszać dzieci. Pracownicy mają nawet własną mowę! Później dowiaduje się o strasznym morderstwie, które miało miejsce w Joylandzie. Fascynuje to Devina, który próbuje odkryć kto jest mordercą, a jednocześnie sprawić by chory chłopiec przeżył swoje krótkie życie jak najlepiej.

Książka była naprawdę ciekawa, podobała mi się o wiele bardziej niż „Carrie”. Mimo iż na okładce jest napisane, że to książka kryminalna, to tak naprawdę, opowiada ona o życiu Devina, jego pracy w Joylandzie, chorym chłopcu i jego matce, a morderstwo, tak, jest tutaj ważne, ale nie stanowi głównego wątku, przynajmniej ja to tak odebrałam.
Bohaterowie są bardzo realistyczni. Tacy prawdziwy. Devin zachowywał się, jak każdy normalny człowiek, a nie kolejny „niezwykły bohater, który niczego się nie boi, nawet jak zostanie ogłoszony tym jedynym i spotykają go niebezpieczeństwa, bo on zawsze wyjdzie sucho, bo jest taki niezwykły!”, a to akurat mi się bardzo podobało. Są po prostu ludzcy.  
Akcja, mimo że w większości opowiadała o pracy w lunaparku to nie była nużąca, a właśnie wciągająca! A cała historia z morderstwem naprawdę udana.
„Joyland” nie było szczególnie wybitne, ale nie zaprzeczę, że rzadko się nudziłam na tej lekturze [choć pod koniec chyba był taki króciutki fragment]. Nie trafia ona do moich najlepszych i najukochańszych książek, ale była naprawdę niezła!
Nie przechodzi po niej dreszczyk po plecach, ale czuć ten lekko horrorystyczny, morczny nastrój, który bardzo mi się podobał. Książka warta przeczytania. Nigdy nie powiem, że straciłam przez nią czas.  
Jeszcze raz dodam, że wielki plus King w tej książce otrzymał ode mnie za realizm! I to, że bardziej mnie wciągnął niż powieścią „Carrie”, na pewno jeszcze sięgnę po jego książki. Chciałabym na pewno spróbować „Zielonej mili”, o której słyszałam naprawdę pozytywne opinie.


8,5/10

PS Przepraszam za jakość zdjęcia ;-;

piątek, 3 czerwca 2016

"Katedra Marii Panny w Paryżu" Victor Hugo #Córka Zeusa

Jakiś czas temu obejrzałam najpiękniejszy musical, jaki w życiu widziałam, nosił on nazwę „Notre Dame de Paris”. Wtedy zakochałam się w języku francuskim, którego zaczęłam się uczyć, samą Francją, kulturą oraz  oczywiście dziełami. Dlatego po „najpiękniejszym musicalu, jaki w życiu widziałam” nadeszła pora na książkę Victora Hugo. Wczoraj skończyłam ją czytać i wciąż czuję się: „AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA”
„I znów nastał czas katedr” ~ Poeta Gringoire, musical

Tytuł oryginału: Notre Dame de Paris
Seria: -
Tom: -
Przekład: Hanna Szumańska-Gross
Wydawnictwo: Biblioteka Gazety Wyborczej
Ilość stron: 506

„Czy ty wiesz, co to jest przyjaźń? – zapytał.
- Tak – odrzekła Cyganka. – To kiedy się jest siostrą i bratem, to dwie dusze, co się dotykają nie zlewając w jedną, to dwa palce u ręki.
- A miłość? – pytał dalej Gringoire.
- O! Miłość… - odezwała się, a głos jej draż i oczy pałały. – To być dwojgiem, co w jedno się zlewają. To mężczyzna i kobieta stopieni w jednego anioła. To niebo!”

Paryż w XV w. Pierre Gringoire przygotował misterium, które zakończyło się klapą. Było bowiem Święto Błaznów, trzeba było wybrać najbrzydszą maszkarę i uhonorować ją tytułem Papieża Błaznów. Został nim Quasimodo wstrętny i odpychający stwór, który całe życie miał styczność z szyderstwami i nienawiścią. Był podrzutkiem w Katedrze Marii Panny i tam pod opiekę wziął go ksiądz Frollo, stał się panem tego potwora.
Kiedy na uliczkach Paryża pojawia się piękna Esmeralda od razu zdobywa miłość księdza Frolla, Quasimoda i kapitana Phoebusa, przez co pojawią się same problemy.
Kurcze… Tak trudno mi opowiedzieć o tej książce. Z jednej strony mamy poetę Gringoire, który ma dziwny fetysz do kóz, został mężem pięknej cyganki Esmeraldy przez dziwny przypadek. Kiedy podąża za tą niezwykłą istotą ma zostać powieszony za wtargnięcie na Dziedziniec Cudów, ale małżeństwem dziewczyna go ratuje. Z kolejnej strony mamy Phoebusa de Châteaupers, kapitana, który lada moment ma wziąć ślub, ale jest bardzo zdradziecki. Kiedy ksiądz Frollo go rani podczas nocy spędzonej z Esmeraldą, na oskarżenia na  dziewczynę, nie reaguje. Z kolejnej strony mamy księdza Frollo, który oddany jest nauce i religii do czasu, w którym zauważa niezwykłej urody cygankę i musi radzić sobie z pożądaniem. Z kolejnej strony mamy Quasimodo, którego wygląd odtrącają wszyscy, i który musi wybrać między swoją miłością do kobiety – Esmeraldą, a miłością do swego pana. A z ostatniej strony mamy cygankę Esmeraldę, która cierpi przez to, że jest piękna.
Ufff…. Chyba wymieniłam wszystkie strony i muszę rzecz, że…
JEST TO JEDNA Z NAJPIĘKNIEJSZYCH KSIĄŻEK, JAKIE W ŻYCIU PRZECZYTAŁAM.

Nie jest to książka łatwa, lekka i przyjemna – może dlatego tak długo ją czytałaś?
Tutaj, albo ludzi odstraszę do czytania, albo zachęcę… Książka ma bardzo dużo opisów, czasem nawet rozdział poświęcony jest opisowi katedry, jednakże nie wyobrażam sobie, jakby miało bez tego być… W wyobraźni widziałam wszystkie budynki, cały Paryż w tamtym wieku, uczuciami, emocjami, duszą, wyobraźnią byłam tam, tańczyłam na ulicach z Esmeraldą, kryłam się w katedrze z Quasimodo, ubolewałam z Frollem… To było tak piękne i niesamowite…
Każda postać, podobnie jak w Tolkienie, była świetnie wykreowana, nie była przypadkowa, miała swoją historię, nie była stworzona by wypełniać puste kartki!
Naprawdę brakuje mi słów. Byłam wściekła, że skończyłam powieść, że ta piękna historia dobiegła końca, że opuszczam Paryż… Ja naprawdę nie chcę! Matko… Nawet nie wiem co napisać, tak jestem przejęta!
Cóż… Książki nie polecam ludziom, którzy nie lubią długich opisów, choć wspomnę, że przed tą lekturą, sama za nimi nie przepadałam, ale tutaj były one obowiązkowe. Może też ludziom, którzy nie przepadają za starszymi czasami… Ale sądzę, że każdy czytelnik w końcu musi przeczytać jakiś klasyk i naprawdę jestem dumna, że moim klasykiem była „Katedra Marii Panny w Paryżu”!
Strasznie was przepraszam, że nie za bardzo powiedziałam, co się w końcu dzieje, ale… nie potrafię! Tu tak dużo się dzieję, zdarzenia są tak poskładane, że jakbym zaczęła opowiadać to padłoby mnóstwo spoilerów, a tego bym nie chciała!

W zamian mogę porównać musical Notre Dame de Paris x książkę „Katedra Marii Panny w Paryżu” Victora Hugo x film – nie pamiętam jaki rok, ale to nowsze wydanie – „Dzwonnik z Notre Dame” x bajkę animowaną Disneya „Dzwonnik z Notre Dame”

Książka jest niezastąpiona!!!! Jest piękna i po prostu cudowna!

Musical również kocham i nigdy nie przestanę, aczkolwiek książka góruje! Jednak wszystkim, którzy nie zdobędą się na przeczytanie powieści Hugo zachęca do obejrzenia (tym, którzy się zdobędą również), ponieważ jest on fantastyczny!

Film jest moim zdaniem nieco gorszy od musicalu, ale też był ciekawy.
Bajka, jako bajka nie jest zła, ale jak chociaż trochę się dowiedziałam, o co w tym wszystkim chodzi to… KURCZE, CZEMU PHOEBUS W BAJCE JEST SUPER MIŁYM GOŚCIEM?!?!


Ogay… Mam nadzieję, że zachęciłam was do tego przefantastycznego dzieła, jeśli już czytaliście to napiszcie, czy również wam się podobało *.*