Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 stycznia 2017

61. A JAKIE WY MACIE DRZWI? | "SILVER. PIERWSZA KSIĘGA SNÓW" | KERSTIN GIER #CÓRKA ZEUSA

Tytuł oryginału: Silber. Das Erste Buch Der Traume
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 409
Seria: Silver – księgi snów*
Tom: 1
*Silver. Pierwsza księga snów*Silver. Druga księga snów*Silver. Trzecia księga snów”

Nigdzie indziej nie poznasz człowieka lepiej ani nigdzie nie dowiesz się więcej o jego tajemnicach niż we śnie.

Liv Silver wraz ze swoją młodszą siostrą przeprowadzają się z matką do Londynu, gdyż ta poznała mężczyznę. Nie jest to nowa sytuacja dla dziewczyn. Dość często zmieniają zamieszkanie z powodu nowych to „miłosnych przygód” matki. Tym razem jednak siostry Silver zamieszkują z owym Ernestem i jego dziećmi: Graysonem i Florence.

Wszystko układa się znośnie. Do czasu.

Liv zaczyna mieć dziwne sny, w których występują tajemnicze, zielone drzwi oraz Grayson ze swoimi przyjaciółmi. Dziewczyna pragnie dowiedzieć się, czy mają one większe znaczenie, a nie, że są zwykłymi wyobrażeniami.

Jeśli nie czytaliście „Silver…” to zapewne o niej słyszeliście, gdyż stała się ona popularna w książkowej blogosferze. Zewsząd rzucało na mnie spojrzenie oko, które jest kluczowym punktem przepięknej okładki. Jednak nie byłam do niej aż tak przekonana, aby od razu się na nią rzucać, czy wydawać pieniądze. Udało się jej w końcu do mnie dotrzeć.

Jestem jedną z tych osób, które nie wielbią tej książki i nie należą do grona jej fanów. Mimo że przez duże litery i dość ciekawą akcję to czytało mi się ją dość długo. Kiedy do niej zasiadałam pochłaniałam ją i nie zauważałam, jak mijam następne strony, był jednak taki problem, iż… No cóż… Kiedy sobie leżała na stoliku, nie chciało mi się jej czytać. Samo zabranie się do niej było dla mnie dość ciężkie…

Może wpływ miał na to fakt, że książka była dla mnie… Schematyczna. Dziewczyna, najprzystojniejsi chłopacy w szkole, do których ciężko dotrzeć, a tu proszę… Jej się udaje! Dlaczego? Hm, kto to wie?

Sam wątek z drzwiami w snach był naprawdę fantastyczny. Każdy ma drzwi, przez które może przechodzić do snów. Wszystkie wyglądają inaczej. Tak samo ważny demon. Historia z nim była ciekawa, jednak chyba nie do końca dopracowana, a może tylko ja tak to odebrałam?

Liv, jako tako, miała charakter. Podobał mi się jej cięty język i przyznaję, że ona w jakimś stopniu była wyrysowana. Natomiast cała reszta to dla mnie porażka. Nie polubiłam nikogo, bo za co?
Wszyscy byli oklepani i szablonowi. A już najbardziej cała ta fascynująca czwórka chłopaków. W powieści raz było wspomniane, że wszyscy oni się od siebie różnią. Przepraszam, gdzie? Czy  czytałam o jakiś innych przyjaciołach? Bo byli oni dla mnie, w mniejszym, bądź większym stopniu, prawie tacy sami.

Język, którym Kerstin Gier napisała „Silver…” jest prosty, gdyż historia opowiedziana jest z perspektywy piętnastoletniej dziewczyny. Do niego nie mam zastrzeżeń, ponieważ nie był ani za bardzo wygórowany, ani żałosny.

Wychwalana przez wielu książka  „Silver. Pierwsza księga snów” nie zachwyciła mnie. Nie wiem, czy sięgnę po następny tom

5/10

Jeśli wy czytaliście tę powieść, albo nawet jej następne tomy, to piszcie, co wy o niej sądzicie :D

Dziękuję za przeczytanie recenzji i życzę fantastycznego tygodnia! :3 

wtorek, 27 grudnia 2016

ÓSMA CZĘŚĆ POTTERA! | "HARRY POTTER I PRZEKLĘTE DZIECKO" | J. K. ROWLING, JOHN TIFFANY, JACK THORNE #CÓRKA ZEUSA

Przyszła i na mnie pora, by zmierzyć się z ciągiem dalszym Harry'ego Pottera!

Tytuł oryginału: Harry Potter and the Cursed Child
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 354
Seria: Harry Potter*
Tom: 8
*Harry Potter i kamień filozoficzny*Harry Potter i Komnata Tajemnic*Harry Potter i więzień Azkabanu*Harry Potter i Czara Ognia*Harry Potter i książę półkrwi*Harry Potter i Insygnia Śmierci*Harry Potter i przeklęte dziecko*

„Na tym właśnie polega przyjaźń, prawda? Nie wiesz, czego potrzebuje twój przyjaciel, wiesz tylko, że potrzebuje”

Minęło dziewiętnaście lat od ostatnich wydarzeń, które miały miejsce w Insygniach Śmierci. Akcja „Przeklętego dziecka” rozpoczyna się w tym samym miejscu. Dorosły już Harry czeka ze swoją rodziną na przybycie pociągu do Hogwartu na peronie numer 9 i ¾, ale tym razem to nie on wyrusza w tę niezwykłą podróż. Jego syn Albus rozpoczyna naukę w tej magicznej szkole. Jakież jest zdziwienie wszystkich, gdy syn Pottera trafia do Slytherinu i zaprzyjaźnia się z potomkiem Dracona Malfoya – Scorpiusem.
Tak mija kilka lat. Chłopcy razem muszą przetrwać czas spędzany w szkole i codziennie mierzyć się z plotkami – Albus z przypiętą plakietką „syna Harry’ego Pottera”, a Scorpius posądzany jest o pokrewieństwo z samym Lordem Voldemortem.

„Nie da się uchronić młodych ludzi przed krzywdą. Cierpienie musi przyjść i przyjdzie”

Także tak. Przeczytałam nareszcie ósmą część magicznej sagi o Harrym Potterze. Jednak ten tom
różni się od pozostałych – jest on scenariuszem, ale to już wie większość ludzi. Kolejne przygody w świecie czarodziejów to dramat, który można wystawić na scenie. Na początku, muszę przyznać, przeszkadzało mi to, ale nie dlatego, że nie lubię dramatów, ale nie pasowało mi to…. Akurat na tą historię. Jednak z czasem zaczęłam się przyzwyczajać i już w połowie prawie tego nie zauważałam. To znaczy… Jasne, zauważałam, że to scenariusz, ale nie stanowiło to już takiego problemu.
Główny bohater, syn Harry’ego, Albus Severus Potter bardzo mnie wkurzał. Irytował się z byle powodu i myślał tylko o sobie. A przez swojego ojca, który denerwował go, kiedy tylko o nim wspomniano, nie wiedzieć nawet dlaczego, zaczął obniżać się w nauce. Jasne, było niby uzasadnione, że Harry nie okazywał mu wystarczająco dużo miłości i tak dalej, ale… No cóż… Ja tego nie zauważyłam. Wręcz odwrotnie. Z powodu Albusa, uważam, zaczął ignorować inne dzieci, czyli Jamesa i Lily, ale trudno… Co kto woli…
Bardziej przypadł mi do gustu Scorpius, który był oddanym przyjacielem, „kujonem” i no… Było mi go żal, gdy córka Hermiony i Rona, Rose ciągle go tak odrzucała, a on i tak był miły i… To było strasznie urocze!
Spotykamy oczywiście starych bohaterów. Jednak to, jak został tu ukazany Ron, czy Hermiona jakoś mi nie pasowało, uważam, że byli zbyt pozmieniani. Tak samo Draco, który był zbyt skłonny do ujawniania swoich emocji, ale co do reszty nie mam zastrzeżeń.
Sama powieść była dość ciekawa. Cieszę się, że wplątane były wątki z poprzednich części. Mimo kilku, trochę dziwnych sytuacji, przy którym na twarzy miałam ogromne „WTF” (czytaj: robiłam zdjęcie danego fragmentu i wysyłałam do znajomych – może oni skumają o co chodzi [a zwłaszcza ostatnia informacja była dość… hm… szokująca, ale nie będę spojlerować])), to historia wypadła dość nieźle. W każdym bądź racie, nie wynudziłam się przy niej.
Książkę czyta się naprawdę błyskawicznie, między innymi przez sposób w jaki została ona wydana. Czy ja zaliczam ją, jako kolejną część serii, czy biorę bardziej za fanfick? Nie wiem, bo była dla mnie dość neutralna. Jakby uznano ją za kontynuację – okej, przyjmuję to do wiadomości, jest to tylko i wyłącznie luźna opowieść – nie bulwersuję się.
Na pewno przedstawienie chętnie bym obejrzała :D

6/10

niedziela, 25 grudnia 2016

W POSZUKIWANIU OSOBLIWCÓW | "MIASTO CIENI" | RANSOM RIGGS #CÓRKA ZEUSA

Tytuł oryginału: Hollow City
Wydawnictwo: Media Rodzina

Ilość stron: 434
Seria: Pani Peregrine*
Tom:2
*Osobliwy dom pani Peregrine*Miasto Cieni*Biblioteka dusz*
Osobliwy dom pani Peregrine:recenzja

„Nie marnuj życia tylko dlatego, że ktoś parę razy z ciebie zadrwił”

Jacob i inni osobliwcy muszą wyruszyć w podróż, aby uratować panią Peregrine. Szukają pętli, w której znajdą jakąś inną, ocalałą ymbrynkę – jedyną osobę, która może zaradzić. Wybierają się, więc do Londynu ogarniętego wojną, co, obok głucholców i upiorów, stanowi dodatkową przeszkodę.

„Nie walcz z bólem. To najważniejsze. Ból próbuje ci coś przekazać. Powitaj go i pozwól, by przemówił”

Znów spotykamy się z osobliwcami, których poznaliśmy już wcześniej. Tym razem, na samym początku, mamy ich spis, więc w każdym momencie możemy tam zajrzeć i rozpoznać się, kto posiadał jaką osobliwość, czyli po prostu kto jest kim. Poznajemy też nowych bohaterów, ale uważam, że autor nie poświęcił im tyle uwagi, ile powinien. Nowe postacie tak szybko znikały, jak się pojawiały.
Bardzo męczył mnie początek, czyli pierwsze sto stron. Mimo dość prostego, ale nie przeciętnego
języka, którym autor się posługuje, dzięki któremu powieść czyta się szybko (oprócz początku) to historia nie wciągnęła mnie w takim stopniu, jakiego się spodziewałam.
Mamy też wątek miłosny między Jacobem i Emmą, który nie jest przesłodzony. Stopniowo i umiarkowanie ich relacje się rozwijają, co jest wielkim plusem powieść.
Przy dość dobrej pierwszej  części „Miasto Cieni” wychodzi dość kiepsko, ale nie fatalnie. Mamy kilka dobrze wyrysowanych zwrotów akcji, a ostatnie wydarzenie, którego nie będę spoilerować, mną wstrząsnęło. Jednak nie było już tego ważnego, osobliwego i tajemniczego klimatu, który towarzyszył nam w „Osobliwym domu pani Peregrine”, a i fotografie nie były już aż tak cudaczne (co nie oznacza, że były normalne).
Historię poznajemy z perspektywy Jacoba, tak jak to wyglądało wcześniej. Chłopak, jednak nie jest już tak zagubiony. Wszystkiego nauczył się szybko, dużo zaczął rozumieć, ale i tak z czasem głębiej poznajemy cały świat osobliwców, który jest naprawdę ciekawy.
„Miasto Cieni” było nie najgorszą książką, aczkolwiek nie porwała mnie, zwłaszcza po zapoznaniu się z poprzednią częścią. Mam co do niej mieszane uczucia, gdyż czasem się wynudziłam, ale wynagradzały to przeciwieństwa losu, które bohaterowie musieli pokonać – bo było to ciekawe.


6,5/10

niedziela, 28 sierpnia 2016

"Osobliwy dom pani Peregrine" Ransom Riggs #Córka Zeusa

Tytuł oryginału: Miss Peregrine’s Home For Peculiar Chidren
Seria: Pani Peregrine*
Tom: 1
Przekład: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 389
*Osobliwy dom pani Peregrine*Miasto cieni*Biblioteka dusz*

Jako chłopiec Jacob zachwycał się niezwykłymi i tajemniczymi opowieściami dziadka o osobliwych dzieciach, domu rodem wyjętego z dziecięcych marzeń i wyjątkowej pani Peregrine. Jednak z czasem chłopak zrozumiał, że są to po prostu opowieści wymyślone przez niezrównoważonego starszego pana.
Kiedy dziadek niespodziewanie umarł, pozostawiając jedynie dziwną wiadomość, życie Jacoba się zmieniło. Rodzice wysłali go do psychologa, a ze swoim najlepszym i jedynym kumplem się pokłócił. Po wielu rozmyślaniach Jacob postanowił odnaleźć cudaczną wyspę, o której mówił dziadek, a gdy znajduje ten niezwykły dom, okazuje się, że jest on ruiną i, że nikt nie przeżył wojny. Tak mu się przynajmniej wydawało. Z czasem poznał jednak osobliwców, którzy są w niebezpieczeństwie, a potwory, które nawiedzały go w koszmarach istnieją.
 
Po pierwsze chcę na początku wspomnieć, że postawiłam książce troszkę za wysoki poziom, ponieważ na początku, momentami mnie nudziło. Nie pomagały też długie rozdziały (jeden miał około 60 stron!), ale i tak czytało mi się ją bardzo szybko.
Zakończenie historii też za bardzo nie przypadło mi do gustu, bo tak, jak rozwinięcie powieści, środek był naprawdę wciągający i tajemniczy tak końcówka i początek mnie nie porwały.
Na pewno bardzo osobliwe były zdjęcia, które tworzyły świetny klimat. Musicie przyznać, że te fotografie są lekko niepokojące. Niewątpliwie wzrok przyciąga okładka, bo da się zauważyć, że ta dziewczynka unosi się nad ziemią! Ma też wspaniałą kolorystykę i zdecydowanie świetnie prezentuje się na półce.
Polubiłam każdą postać. Wszyscy byli inni i mieli dobrze wyrysowane charaktery.
Uważam, że świat był również dobrze wykreowany. Wszyscy osobliwcy,
pętle czasowe… To było naprawdę świetne. Autor starał się stworzyć coś innego i udało mu się napisać osobliwą i lekko niepokojącą książkę.


8/10

Wiem też, że ma wyjść film na podstawie książki. Dlatego tutaj daję wam link:
KLIK